Rola cholesterolu w miażdżycy


Namnożyło nam się, oj, namnożyło mędrców internetowych. Przeczyta taki parę blogów, napisze książkę, albo nagra film na youtube i pieprzy jak potłuczony. A ludzie słuchają i wierzą. Nie wiem, co jest smutniejsze - taki człowiek, czy wiara jego wyznawców.

Jedna z najpopularniejszych tez, jakie głoszą samozwańczy eksperci nauk wszelakich to niby to, że cholesterol nie wywołuje miażdżycy. Żeby te swoje brednie udowodnić, powołują się na badania - a jakże. Problem w tym, że są to badania wybrane, jedno z kilkuset. Dobierając sobie pojedyncze, wybrane artykułu z PubMed można "udowodnić" każdą tezę. Na przykład, chcemy udowodnić, że niski cholesterol jest groźny dla zdrowia. Co robimy? Przeszukujemy bazę artykułów, wybieramy kilka takich, w których niski poziom wiązał się z wysoką śmiertelnością, ignorujemy kilkaset tych, które miały odwrotny wynik. Tadam. mamy "dowód!"

Pojawia się pytanie - ale skąd próby kliniczne, które wykazały, że niski cholesterol jest groźny? Jeśli faktycznie to jego nadmiar jest problemem, w ogóle nie powinno być żadnego badania, które wykazały odwrotną zalezność? Rozwiązanie tej zagadki jest banalne - jego poziom spada, gdy pojawiają się ciężkie choroby. Osoba chora na raka, z niewydolnością nerek, albo po prostu z wykończonym alkoholem bądź niedożywieniem organizmem będzie miała poziom cholesterolu dużo niższy, będzie też miała wyższe ryzyko śmierci. Nie oznacza to oczywiście, że gdy sobie ten poziom podniesie, to nagle ryzyko zniknie - podobnie jak nie wyleczymy kogoś z ospy, jeśli przypudrujemy mu krosty.

Co z cholesterolem z diety? Zdania są tu podzielone. Co do tego, że nadmiar cholesterolu w diecie powoduje miażdżycę, nie ma żadnych wątpliwości - wykazały to badania na małpach, które po dodaniu do diety 2% cholesterolu miały błyskawiczny rozwój miażdżycy, przykład jednego z wielu:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/3767691

Faktem jednak jest, że różne gatunki różnie reagują na cholesterol w pożywieniu, a nawet w obrębie tylko jednego - różnice mogą być bardzo znaczące. Tak też jest w przypadku ludzi, jeden może jeść ile tylko chce, drugiemu w ogóle nie wolno. Zazwyczaj poziom we krwi informuje nas, w której grupie jesteśmy. Badanie, gdzie wszyscy mieli identyczną dietę, a różniła się tylko dodatkowym cholesterolem wykazało, że każde 100 mg zwiększa statystycznie poziom we krwi o 1,5 mg/dL. Z jednej strony niewiele, z drugiej - jeśli ktoś przeczyta jakiś blog w internecie, uwierzy i zacznie jeść powiedzmy 10 jajek dziennie, podniesie sobie poziom o ponad 40 mg/dL, co jest już znaczącą wartością.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3292202/

Podsumowując - cholesterol w pożywieniu nie ma dużego wpływu na jego poziom we krwi, a tym samym na miażdżycę, ale ten wpływ bezsprzecznie istnieje. Dopóki nie zacznie się robić czegoś bardzo głupiego, można się cholesterolem nie przejmować. Wpływ poziomu we krwi na rozwój miażdżycy jest bezsprzeczny, a jedyne "dowody" na to, że jest odwrotnie, to wyrwane z kontekstu pojedyncze badania, w których nie uwzględniono wpływu innych czynników.